Emocje! Ale pogląd niby jeden - nikt nie chce by "chorzy umierali na ulicach". Co do tego partie są zgodne. Diabeł tkwi w szczegółach.
Oto co zaobserwowałem.
Przyjaciel mój ponad rok czekał na operację któregośtam jelita. Cierpiał bardzo, jednak nie na tyle, by na ulicy umrzeć. Lekarze (państwowi) orzekli, że zabieg jest dla jego zdrowia NIEZBĘDNY. I co? Czekał, czekał. W końcu usłyszał, że poczeka dwa lata, dał łapówkę... nie raz... i doczekał się. "Darmowa" operacja wreszcie się odbyła. Ale co wycierpiał to jego!
Jego siostra - nauczona bratnim przykładem - nie zaufała "opiekuńczemu państwu" i na zabieg usunięcia kamienia z woreczka żółciowego poszła się leczyć prywatnie.
I co (po raz drugi)? Sporo zapłaciła, kamień usunięto, ale nic poza tym. Trzy godziny po zabiegu wyproszono ją z kliniki, a pooperacyjnej diety musiała uczyć się z wikipedii.
Morał? Wszystko zależy od ludzi, a nie od systemu.
Najlepsze nawet założenia mogą się rozbić o skałę n i e e t y c z n o ś c i . . .
Niestety.
niedziela, 11 maja 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
wiem, że w perspektywie czekania miesiacami na powazne zabiegi może sie to wydawać błache i bez znaczenia, ale mysle ze tez jest dobrym przykladem na to jak rewelacyjna jest prwyatna sluzba zdrowia.
otoz nie dalej jak tydzien temu mialem po raz chyba pierwszy w zyciu z takową obcowąć no i musze przyznac ze wszyscy byli bardzo mili (w panstwowej mile jest tylko 3/4) ale czekajac na rutynowe badanie wzroku czekalem jedyne 2,5 godziny :]
i szczeze mowiac juz wolal bym te 2,5 godziny spedzic gdzies w szpitalu bielanskim sluchajac o absurdalnych problemach staruszek ni w tym calym medicoverze w ktroym sluchalem tlyko rozmow przez komorki o tym ze "w robocie fakap a jej jeszcze dziecko sie rozlozylo"
ps: a ja jak czesc was wie tez mialem dosc powazny zabieg i caly proces od zdiagnozowania poprzez przebicie sie przez 3 osrodki zdrowia, szerg badan i pomniejszych zabiegow trwal jakies 3 miesiace z czego na zaden z kolejnych, realizowanych po kolei etapow nie czekalem dluzej niz 2 tygodnie.
szczeze mowiac nie uwazam zeby to bylo jakos wyjatkowo dlugo. no ale mnie nic nie bolalo...
Mój kuzyn mocno zachorował w tym roku w Wielką Sobotę. Pojechał do szpitala państwowego w miasteczku powiatowym. Leżał tam do środy zwijając sie z bólu. Jedyne, co mogła zaofiarować mu państwowa służba zdrowia w tym czasie świątecznym, to mierzenie temperatury dwa razy dziennie i leki przeciwbólowe i rozkurczające, które wcale nie pomagały. Był sprzęt do diagnozowania, ale pracownicy szpitala, którzy go potrafili obsługiwać byli w domach. W środę, kiedy go wreszcie zbadano, okazało się, że kuzyn miał ogromny kamień w przewodzie moczowym.
Sprzęt jest, ludzi nie ma...
Odwiedziłam kuzyna w szpitalu. Byłam tam pół godziny, bo po kilku już minutach, dostałam alergicznej wysypki. Po korytarzach walały się tumany kurzu. Dowiedziałam sie, że na cały szpital średniej wielkości jest tylko jedna sprzątaczka, która w święta oczywiście miała wolne. Wtedy zrozumiałam, że opowieści na temat państwowej służby zdrowia nie są wcale przesadzone. Wejdziesz do szpitala zdrowym, możesz wyjść całkiem chory. :(
Prześlij komentarz